Marzec 2nd, 2010
to ja cię sprowadziłem na manowce
czas zmienia na gorsze, kocham te chwile, by admin.Boone ruszył w pogoń, ale gdy pokonał zaledwie połowę drogi do bramy, usłyszał trzask klamki w samochodzie Deckera i zapuszczany silnik. Doktor odjechał. Cholera, odjechał!
- Co mam zrobić z tą pieprzoną rzeczą? – usłyszał szloch Narcyza. Wrócił od bramy. Narcyz trzymał flaki w rękach, jak robótki na drutach.
- Idź pod ziemię – Boone stwierdził kategorycznie. Nie miało sensu przeklinanie go za to, że się wmieszał. – Ktoś ci pomoże.
- Nie mogę. Dowiedzą się, że byłem na górze.
- Sądzisz, że jeszcze nie wiedzą? – odrzekł Boone. – Wiedzą wszystko.
Nie martwił się więcej o Narcyza. Inne ciało leżało w alejce i wymagało jego uwagi. W swoim nienasyceniu, by zastraszyć Deckera, zapomniał całkiem o Lori.
- Wyrzucą stąd nas obu – mówił Narcyz.
- Może.
- Co zrobimy?
- Idź teraz pod ziemię – powiedział znużony Boone. – Powiedz Panu Lylesburgowi, że to ja cię sprowadziłem na manowce.
- Ty? – spytał Narcyz. A potem, zapalając się do tego pomysłu: – Tak, chyba tak było.
Niosąc swoje flaki, pokuśtykał z powrotem. Boone ukląkł przy Lori. Jej zapach przyprawił go o zawrót głowy; miękkość skóry pod jego dłońmi zawładnęła nim. Żyła, puls był mocny mimo koszmarów, które musiała wycierpieć ze strony Deckera. Patrząc na jej łagodną twarz, pomyślał, że może się obudzić i zobaczyć go w kształcie, który odziedziczył po ugryzieniu przez Peloquina; ta myśl niebywale go przygnębiła. W obecności Deckera dumny był nazywając się potworem i prezentując swoje nocnoplemienne ja. Teraz jednak, widząc kobietę, którą kochał i przez którą był kochany za swoją słabość i ludzkość, odczuwał wstyd.
Wciągnął powietrze, a jego wola czyniła z ciała dym, który płuca wciągały na powrót do wnętrza. Proces dziwny, zarówno jeśli chodzi o jego łatwość, jak i istotę. Jakże szybko przywykł do tego, co niegdyś nazywał cudownym.
Nie miał jednak wątpliwości, nic się nie równało z tą kobietą. Fakt, że starczyło jej wiary, by tutaj go szukać, gdy śmierć deptała jej po piętach – to więcej, niż wszystko, na co mógł liczyć jakikolwiek ziemski mężczyzna. Dla niego – prawdziwy cud.
Dumny był, że ona należy do ludzi, bo kiedyś był człowiekiem i wciąż udawał, że nim jest.
Podniósł ją więc, mając już ludzki kształt, i troskliwie zaniósł do podziemi.
Responses to “to ja cię sprowadziłem na manowce”
Leave a Reply