Kobieta u jego stóp zaczęła jęczeć. Czas, by zamilkła! Wymierzył cios w jej otwarte usta.
Kiedy rozpoznał słowo, które usiłowała wymówić, ciemność przed nim rozstąpiła się i słowo to wyszło z ukrycia.
- Boone – powiedziała.
To był on.
Pojawił się z cienia drżących drzew, ubrany tak, jak zapamiętała Maska, w brudną koszulkę i dżinsy. A w oczach-miał jednak jasność, której Maska nie pamiętała i kroczył – pomimo kuł, które w sobie nosił – jak człowiek, który nigdy w życiu nie poznał, co to ból.
Dosyć tajemnicze! Ale nie koniec na tym. Gdy tylko pojawił się, zaczął się zmieniać. Wydychając woal dymu, który spowijał jego ciało w fantastyczną zasłonę.
Otóż i kozioł ofiarny – a zarazem nie. O, nie!
Człowiek-Maska spojrzał w dół na kobietę, aby się upewnić, że oboje widzą to samo, ale ona znów straciła przytomność. Musiał ufać temu, co powiedzą jego przyszyte oczy, a to, co one widziały, budziło grozę.
Mięśnie ramion i szyi Boone’a marszczyły się, stając się to jasne, to ciemne. Palce potężniały; twarz za zasłoną wydychanego dymu wydawała się składać z zamaskowanych włókien, opisujących ukryty kształt, do którego miały się dostosować mięśnie i kości głowy.
I jeszcze jedna intrygująca rzecz, głos. To nie ten głos, który pamiętała Maska. Nie głos kozła ofiarnego, przytłumiony poczuciem winy. To ryk furii.
- Musisz umrzeć, Decker! – krzyczał potwór.
Maska nienawidziła tego nazwiska, tego: Decker. Decker to po prostu pewien mężczyzna, dawna miłość, którą pieprzyła Maska od czasu do czasu. Przy takim podnieceniu, z członkiem tak stwardniałym do morderstwa, Stara Głowa z Guzikami z trudem pamiętała, czy doktor Decker jeszcze żyje.
Potwór wciąż wołał go po nazwisku.
- Słyszysz mnie, Decker? – pytał.
Bękarcie gówno – pomyślała Maska. Niedorobione, bękarcie gówno, z nieprawego łoża. Wymierzył pistolet w jego serce. Potwór zakończył transformację i stał przed swoim wrogiem w całej okazałości, jeśli istotę urodzoną na rzeźnickim pieńku można nazwać w pełni okazałą. Z matki wilczycy, z ojca klowna, śmieszny aż do przesady. Dla niego nie będzie błogosławieństwa – postanowiła Maska. Tylko splunięcie w twarz-hybrydę, gdy już się znajdzie martwy na ziemi.
Nie zastanawiając się, wystrzelił. Kula zrobiła dziurę pośrodku koszulki Boone’a i w zmienionym ciele pod nią, ale stwór’ tylko wyszczerzył zęby.
Responses to “ona znów straciła przytomność”
Leave a Reply