Nigdy nie byłem pewny, czy do niego należę – zadumał się Narcyz. – Dopóki nie musiałem wyjmować kuł z twarzy. Sądziłem, że mi się to wszystko śni.
- Bałeś się -”powiedział Boone.
- Tak. Wiesz, co robią z normalnymi ludźmi. Boone skinął głową.
- Więc go zabij – wypowiedział się Narcyz. – Wygryź mu jego oczy, albo ja to zrobię za ciebie.
- Nie, dopóki nie wydobędę z niego wyznania.
- Wyznania – odezwał się Decker, a oczy mu się rozszerzyły na myśl o odroczeniu wyroku. – Jeśli tego chcesz, powiedz tylko słowo.
Zaczął szperać w marynarce, jak gdyby szukając pióra.
- Po co ci to pieprzone wyznanie? – pytał Narcyz. – Myślisz, że ktoś ci teraz wybaczy? Spójrz na siebie! Zeskoczył z grobu.
- Zobacz – wyszeptał. –Jeśli Lylesburg się dowie, że tu przyszedłem, wyrzuci mnie. Daj mi tylko jego oczy, cholera. A reszta należy do ciebie.
- Nie pozwól mu, żeby mnie dotknął – Decker błagał Boone’a. – Wszystko, co zechcesz… pełne wyznanie… wszystko. Ale trzymaj go z dala ode mnie!
Za późno, Narcyz już się do niego dobierał, za pozwoleniem, czy też bez pozwolenia Boone’a. Boone usiłował go powstrzymać wolną- ręką, ale Narcyz zbyt rwał się do zemsty. Wcisnął się pomiędzy Boone’a i jego ofiarę.
- Popatrz sobie ostatni raz – wyszczerzył zęby podnosząc hakowate kciuki.
Decker szperał jednak po kieszeniach nie tylko w panice. Gdy haki zbliżyły się do jego oczu, wyciągnął duży nóż, ukryty w marynarce i zagłębił w brzuchu atakującego. Spokojnie, z całym kunsztem. Cięcie, które zadał Narcyzowi, charakterystyczne dla patroszenia; nauczył się go od Japończyków: głęboko w jelita i w górę do pępka, ciągnąc ostrze oburącz, aby pokonać ciężar mięsa. Narcyz krzyknął – nie z bólu, raczej na wspomnienie o bólu.
Jednym gładkim ruchem Decker wyciągnął duży nóż, będąc pewnym, że dobrze upakowana zawartość brzucha, powinna teraz wypaść. Nie mylił się. Wnętrzności Narcyza rozwinęły się i wypadły jak fartuch z ciała do kolan właściciela. Rana, która żywego człowieka zwaliłaby z nóg na miejscu, z Narcyza zrobiła tylko klowna. Skowycząc z niesmaku na widok własnych wnętrzności, przypadł do Boone’a.
- Pomóż mi – prosił. – Jestem zgubiony.
Decker wykorzystał moment. Gdy Narcyz trzymał Boone’a, lekarz rzucił się do bramy. Nie było to daleko. Zanim Boone uwolnił się od Narcyza, jego wróg znalazł się poza zasięgiem poświęconej ziemi.
Responses to “Nie pozwól mu, żeby mnie dotknął”
Leave a Reply