<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Gry Aniolek</title>
	<atom:link href="http://gry.aniolek.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://gry.aniolek.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Mar 2010 22:48:53 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Ktoś musiał go zabrać z kostnicy</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/ktos-musial-go-zabrac-z-kostnicy/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/ktos-musial-go-zabrac-z-kostnicy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:48:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[czas zmienia na gorsze]]></category>
		<category><![CDATA[nie pozwole grac]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/ktos-musial-go-zabrac-z-kostnicy/</guid>
		<description><![CDATA[Lori rozumiała tylko strzępy historii Midian, ale wystarczająco Wiele, by wiedzieć, że maksyma, którą usłyszała z ust Lylesburga („co jest...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori rozumiała tylko strzępy historii Midian, ale wystarczająco Wiele, by wiedzieć, że maksyma, którą usłyszała z ust Lylesburga („co jest pod ziemią, pozo­stanie pod ziemią&#8221;) nie była tylko próżną sentencją. To było prawo i mieszkańcy Midian przysięgali mu wierność na życie, ryzykując utratę prawa do zamieszkiwania tutaj.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Możesz mi pomóc? &#8211; spytała. Czuła się bardzo słaba leżąc tak na podłodze.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To jednak nie Rachel przyszła jej z pomocą, lecz Babette, kładąc swoją małą, obandażowaną dłoń na żołądku Lori. Jej organizm natychmiast zareagował na dotyk dziecka i wszelki ślad odrętwienia od razu opuścił jej ciało. Pamiętała takie samo uczucie, albo podobne, ze swojego ostatniego spotkania z dziewczynką: uczucie przepływającej siły, gdy bestia rozpływała się w jej ramionach.<span id="more-14"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jesteście ze sobą silnie związane &#8211; powiedziała Rachel.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Na to wygląda &#8211; Lori usiadła. &#8211; Czy jest ranna?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dlaczego mnie nie spytasz? &#8211; odezwała się Babette. &#8211; Ja też tu jestem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Przepraszam &#8211; zmitygowała się Lori. &#8211; Też się skaleczyłaś?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie. Ale czułam twoją ranę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Odbiera świat przede wszystkim empatycznie &#8211; wyjaśniła Rachel. &#8211; Czuje to, co czują inni, zwłaszcza, gdy pozostaje z kimś w silnym związku emocjonalnym.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiedziałam, że tu jedziesz &#8211; powiedziała Babet­te. &#8211; Widziałam twoimi oczyma. A ty potrafisz widzieć moimi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czy to prawda? &#8211; Lori spytała Rachel.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Uwierz jej &#8211; brzmiała odpowiedź. Lori nie była całkiem pewna, że uda jej się podnieść na nogi, ale zdecydowała się poddać ciało próbie. Poszło łatwiej, niż się spodziewała. Stanęła sprawnie, na mocnych nogach i z wypoczętą głową.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zaprowadzisz mnie do Boone’a? &#8211; poprosiła.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jeśli tego chcesz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Był tu cały czas, prawda?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Kto go przyprowadził?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Przyprowadził?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Do Midian.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nikt.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Był prawie nieżywy &#8211; mówiła Lori. &#8211; Ktoś musiał go zabrać z kostnicy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ty wciąż nic nie rozumiesz &#8211; ponuro stwier­dziła Rachel.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;">„ <span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tego, co dotyczy Midian? Nie, nie całkiem.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/ktos-musial-go-zabrac-z-kostnicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Naraził nas wszystkich na niebezpieczeńst­wo</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/narazil-nas-wszystkich-na-niebezpieczenst%c2%adwo/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/narazil-nas-wszystkich-na-niebezpieczenst%c2%adwo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:48:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciagle powtarzaja sie]]></category>
		<category><![CDATA[wiersz z serwetki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/?p=12</guid>
		<description><![CDATA[Gdy Boone rzucił swoje wyzwanie, Lori otworzyła oczy. Nad nią znajdował się sklepiony sufit, niegdyś udajacy niebo. Namalowano na nim...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gdy Boone rzucił swoje wyzwanie, Lori otworzyła oczy. Nad nią znajdował się sklepiony sufit, niegdyś udajacy niebo. Namalowano na nim gwiazdy; więcej ogni sztucznych niż ciał niebieskich, fajerwerki sypiące iskry na kamiennym niebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pochyliła nieco głowę. Znajdowała się w krypcie. Po obu jej stronach stały zapieczętowane trumny, szczy­tem do ściany. Z lewej &#8211; wiele grubych świec, z brud­nego wosku, o słabym, jak Lori, płomieniu. Z prawej &#8211; Babette, siedząca po turecku na podłodze, obserwowała ją uważnie. Dziecko było ubrane całe na czarno, a jego oczy wychwytywały światło świec i tłumiły jego migota­nie. Babette nie była ładna &#8211; miała zbyt poważną twarz. Nawet uśmiech, który posłała Lori widząc jej przebudze­nie, nie mógł zatrzeć smutku jej rysów. Lori starała się odwzajemnić przyjazne spojrzenie, ale nie miała pewno­ści, czy oczy jej posłuchają.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wyrządził nam straszną krzywdę &#8211; powiedziała Babette.<span id="more-12"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori przypuszczała, że ma na myśli Boone’a. Ale dalsze słowa dziecka wyprowadziły ją z błędu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Rachel oczyściła to. Teraz nie dokucza. Podniosła prawą rękę. Została obandażowana cie­mnym płótnem wokół kciuka i palca wskazującego.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tobie też nie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zbierając siły, Lori podniosła własną rękę. Została obandażowana identycznie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Gdzie&#8230; jest Rachel? &#8211; spytała Lori, głosem ledwie słyszalnym, Babette usłyszała jednak pytanie wyraźnie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Gdzieś w pobliżu &#8211; odparła.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Możesz ją tu sprowadzić?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wieczny wyraz dezaprobaty na twarzy Babette jeszcze się pogłębił.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Przybyłaś tu na zawsze? &#8211; spytała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie &#8211; padła odpowiedź, nie z ust Lori, lecz Rachel, która pojawiła się przy drzwiach &#8211; nie zostaje. Musi wkrótce odejść.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dlaczego? &#8211; odezwała się Babette.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słyszałam Lylesburga &#8211; stwierdziła Lori pół­głosem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pana Lylesburga &#8211; poprawiła Rachel podchodząc do miejsca, gdzie leżała Lori. &#8211; Boone złamał przysięgę, wychodząc na powierzchnię, żeby cię przy­prowadzić. Naraził nas wszystkich na niebezpieczeńst­wo.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/narazil-nas-wszystkich-na-niebezpieczenst%c2%adwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przez całe pokolenia próbowaliś­my żyć w normalnym świecie</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/przez-cale-pokolenia-probowalis%c2%admy-zyc-w-normalnym-swiecie/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/przez-cale-pokolenia-probowalis%c2%admy-zyc-w-normalnym-swiecie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:47:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[lista utworów]]></category>
		<category><![CDATA[pamiec plata figle]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/przez-cale-pokolenia-probowalis%c2%admy-zyc-w-normalnym-swiecie/</guid>
		<description><![CDATA[Lori słuchała rozwścieczonych głosów.
- Oszukałeś nas! Najpierw mówił Lylesburg.
- Nie miałem wyboru! Teraz Boone.
- Więc Midian ma się narażać na...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori słuchała rozwścieczonych głosów.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Oszukałeś nas! Najpierw mówił Lylesburg.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie miałem wyboru! Teraz Boone.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Więc Midian ma się narażać na ryzyko w imię twoich wyższych uczuć?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Decker nikomu nie powie &#8211; odparł Boone. &#8211; Cóż ma wyjawić? Że próbował zabić dziewczynę i po­wstrzymał go umarły człowiek? Gadanie od rzeczy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nagle zrobiłeś się ekspertem, Parę dni tutaj i tworzysz nowe prawo. Rób to gdzie indziej, Boone! Zabieraj kobietę i odejdź!<span id="more-11"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori chciała otworzyć oczy i iść do Boone’a; uspoko­ić go, zanim powie albo zrobi coś głupiego. Ciało miała jednak odrętwiałe. Nawet mięśnie twarzy nie reagowały na impuls. Mogła tylko leżeć cicho i słuchać coraz ostrzejszej kłótni.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Należę do was &#8211; powiedział Boone. &#8211; Jestem teraz jednym z Nocnego Plemienia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Już nie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie mogę żyć gdzie indziej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- A my żyliśmy. Przez całe pokolenia próbowaliś­my żyć w normalnym świecie i to nas prawie zniszczyło. Teraz ty przychodzisz i, cholera, niemal niszczysz naszą jedyną nadzieję przetrwania. Jeśli Midian zostanie ujaw­nione, ty i kobieta będziecie za to odpowiedzialni. Pomyśl o tym podczas swoich dalszych podróży.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zapadła długa cisza. Potem odezwał się Boone:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pozwólcie mi odpokutować.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Za późno. Prawo nie zna wyjątków. Ten drugi też odejdzie..</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Narcyz? Nie. Złamiecie mu serce. Pół życia czekał, żeby tu przybyć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Decyzja zapadła.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Kto ją podjął? Ty? Czy Bafomet?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na dźwięk tego imienia Lori poczuła chłód. Samo słowo nic nie znaczyło dla niej, ale wyraźnie znaczyło wiele dla innych. Wokół siebie słyszała echo szeptów, powtarzanych zdań oddających cześć.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/przez-cale-pokolenia-probowalis%c2%admy-zyc-w-normalnym-swiecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>to ja cię sprowa­dziłem na manowce</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/to-ja-cie-sprowa%c2%addzilem-na-manowce/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/to-ja-cie-sprowa%c2%addzilem-na-manowce/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:46:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[czas zmienia na gorsze]]></category>
		<category><![CDATA[kocham te chwile]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/to-ja-cie-sprowa%c2%addzilem-na-manowce/</guid>
		<description><![CDATA[Boone ruszył w pogoń, ale gdy pokonał zaledwie połowę drogi do bramy, usłyszał trzask klamki w samochodzie Deckera i zapuszczany...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone ruszył w pogoń, ale gdy pokonał zaledwie połowę drogi do bramy, usłyszał trzask klamki w samochodzie Deckera i zapuszczany silnik. Doktor odjechał. Cholera, odjechał!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Co mam zrobić z tą pieprzoną rzeczą? &#8211; usłyszał szloch Narcyza. Wrócił od bramy. Narcyz trzymał flaki w rękach, jak robótki na drutach.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Idź pod ziemię &#8211; Boone stwierdził kategorycz­nie. Nie miało sensu przeklinanie go za to, że się wmie­szał. &#8211; Ktoś ci pomoże.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie mogę. Dowiedzą się, że byłem na górze.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Sądzisz, że jeszcze nie wiedzą? &#8211; odrzekł Bo­one. &#8211; Wiedzą wszystko.<span id="more-10"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie martwił się więcej o Narcyza. Inne ciało leżało w alejce i wymagało jego uwagi. W swoim nienasyceniu, by zastraszyć Deckera, zapomniał całkiem o Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wyrzucą stąd nas obu &#8211; mówił Narcyz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Może.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Co zrobimy?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Idź teraz pod ziemię &#8211; powiedział znużony Bo­one. &#8211; Powiedz Panu Lylesburgowi, że to ja cię sprowa­dziłem na manowce.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ty? &#8211; spytał Narcyz. A potem, zapalając się do tego pomysłu: &#8211; Tak, chyba tak było.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Niosąc swoje flaki, pokuśtykał z powrotem. Boone ukląkł przy Lori. Jej zapach przyprawił go</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">o zawrót głowy; miękkość skóry pod jego dłońmi zawład­nęła nim. Żyła, puls był mocny mimo koszmarów, które musiała wycierpieć ze strony Deckera. Patrząc na jej łagodną twarz, pomyślał, że może się obudzić i zobaczyć go w kształcie, który odziedziczył po ugryzieniu przez Peloquina; ta myśl niebywale go przygnębiła. W obecno­ści Deckera dumny był nazywając się potworem i pre­zentując swoje nocnoplemienne ja. Teraz jednak, widząc kobietę, którą kochał i przez którą był kochany za swoją słabość i ludzkość, odczuwał wstyd.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wciągnął powietrze, a jego wola czyniła z ciała dym, który płuca wciągały na powrót do wnętrza. Proces dziw­ny, zarówno jeśli chodzi o jego łatwość, jak i istotę. Jakże szybko przywykł do tego, co niegdyś nazywał cudownym.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie miał jednak wątpliwości, nic się nie równało z tą kobietą. Fakt, że starczyło jej wiary, by tutaj go szukać, gdy śmierć deptała jej po piętach &#8211; to więcej, niż wszystko, na co mógł liczyć jakikolwiek </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">ziemski </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">męż­czyzna. Dla niego &#8211; prawdziwy cud.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dumny był, że ona należy do ludzi, bo kiedyś był człowiekiem i wciąż udawał, że nim jest.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Podniósł ją więc, mając już ludzki kształt, i trosk­liwie zaniósł do podziemi.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/to-ja-cie-sprowa%c2%addzilem-na-manowce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie pozwól mu, żeby mnie dotknął</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/nie-pozwol-mu-zeby-mnie-dotknal/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/nie-pozwol-mu-zeby-mnie-dotknal/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:46:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie pozwole grac]]></category>
		<category><![CDATA[wiersz z serwetki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/?p=8</guid>
		<description><![CDATA[Nigdy nie byłem pewny, czy do niego należę &#8211; zadumał się Narcyz. &#8211; Dopóki nie musiałem wyjmować kuł z twarzy....]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nigdy nie byłem pewny, czy do niego należę &#8211; zadumał się Narcyz. &#8211; Dopóki nie musiałem wyjmować kuł z twarzy. Sądziłem, że mi się to wszystko śni.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Bałeś się -&#8221;powiedział Boone.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak. Wiesz, co robią z normalnymi ludźmi. Boone skinął głową.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Więc go zabij &#8211; wypowiedział się Narcyz. &#8211; Wygryź mu jego oczy, albo ja to zrobię za ciebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie, dopóki nie wydobędę z niego wyznania.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wyznania &#8211; odezwał się Decker, a oczy mu się rozszerzyły na myśl o odroczeniu wyroku. &#8211; Jeśli tego chcesz, powiedz tylko słowo.<span id="more-8"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zaczął szperać w marynarce, jak gdyby szukając pióra.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Po co ci to pieprzone wyznanie? &#8211; pytał Nar­cyz. &#8211; Myślisz, że ktoś ci teraz wybaczy? Spójrz na siebie! Zeskoczył z grobu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zobacz &#8211; wyszeptał. &#8211;Jeśli Lylesburg się dowie, że tu przyszedłem, wyrzuci mnie. Daj mi tylko jego oczy, cholera. A reszta należy do ciebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie pozwól mu, żeby mnie dotknął &#8211; Decker błagał Boone’a. &#8211; Wszystko, co zechcesz&#8230; pełne wy­znanie&#8230; wszystko. Ale trzymaj go z dala ode mnie!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Za późno, Narcyz już się do niego dobierał, za pozwoleniem, czy też bez pozwolenia Boone’a. Boone usiłował go powstrzymać wolną- ręką, ale Narcyz zbyt rwał się do zemsty. Wcisnął się pomiędzy Boone’a i jego ofiarę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Popatrz sobie ostatni raz &#8211; wyszczerzył zęby podnosząc hakowate kciuki.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker szperał jednak po kieszeniach nie tylko w panice. Gdy haki zbliżyły się do jego oczu, wyciągnął duży nóż, ukryty w marynarce i zagłębił w brzuchu atakującego. Spokojnie, z całym kunsztem. Cięcie, które zadał Narcyzowi, charakterystyczne dla patroszenia; nauczył się go od Japończyków: głęboko w jelita i w górę do pępka, ciągnąc ostrze oburącz, aby pokonać ciężar</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">mięsa. Narcyz krzyknął &#8211; nie z bólu, raczej na wspo­mnienie o bólu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jednym gładkim ruchem Decker wyciągnął duży nóż, będąc pewnym, że dobrze upakowana zawartość brzucha, powinna teraz wypaść. Nie mylił się. Wnętrzno­ści Narcyza rozwinęły się i wypadły jak fartuch z ciała do kolan właściciela. Rana, która żywego człowieka zwali­łaby z nóg na miejscu, z Narcyza zrobiła tylko klowna. Skowycząc z niesmaku na widok własnych wnętrzności, przypadł do Boone’a.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pomóż mi &#8211; prosił. &#8211; Jestem zgubiony.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker wykorzystał moment. Gdy Narcyz trzymał Boone’a, lekarz rzucił się do bramy. Nie było to daleko. Zanim Boone uwolnił się od Narcyza, jego wróg znalazł się poza zasięgiem poświęconej ziemi. </span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/nie-pozwol-mu-zeby-mnie-dotknal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Twoje kule nie mają już dla mnie znaczenia</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/twoje-kule-nie-maja-juz-dla-mnie-znaczenia/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/twoje-kule-nie-maja-juz-dla-mnie-znaczenia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:45:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[nie pozwole grac]]></category>
		<category><![CDATA[pamiec plata figle]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/twoje-kule-nie-maja-juz-dla-mnie-znaczenia/</guid>
		<description><![CDATA[Jak w potrzasku. Musisz rozlewać krew. Nie chcesz rozlewać krwi tak jak ja.
- Nie rozumiesz &#8211; stwierdził Boone. &#8211; Nie...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jak w potrzasku. Musisz rozlewać krew. Nie chcesz rozlewać krwi tak jak ja.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie rozumiesz &#8211; stwierdził Boone. &#8211; Nie jestem za tą twarzą. Ja jestem tą twarzą. Decker potrząsnął głową.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chyba nie. Myślę, że gdzieś wewnątrz jesteś wciąż Boone’em.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone nie żyje. Boone’a zastrzelono na twoich oczach. Pamiętasz? Sam posłałeś mu kule.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ale przeżyłeś.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ale nie jako żywy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wielka głowa Deckera drżała. Teraz przestała. Każdy mięsień ciała zesztywniał, gdy przyszło wyjaś­nienie tajemnicy.<span id="more-7"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ty mnie pchnąłeś w ręce potworów, Decker. I stałem się jednym z nich. Ale nie takim jak ty. Nie bezdusznym potworem &#8211; przyciągnął Deckera bardzo blisko, jego twarz znalazła się o cal od maski. &#8211; Umar­łem, Decker. Twoje kule nie mają już dla mnie znaczenia. Mam w swoich żyłach krew Midian. To znaczy, że sam się leczę. Ale ty&#8230;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ręka głaszcząca maskę teraz zacisnęła się na tkani­nie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- &#8230;ty, Decker&#8230; kiedy umrzesz, to umrzesz. A ja chcę widzieć twoją twarz, kiedy to się zdarzy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone pociągnął maskę. Trzymała się mocno i nie chciała zejść. Musiał zacisnąć pazury na wszystkich włóknach i wypukłościach, aby ją zedrzeć i odkryć spoconą twarz pod spodem. Ileż to godzin spędził obser­wując tę twarz, łapiąc się każdego przebłysku aprobaty? Tyle zmarnowanego czasu. Oto prawdziwy stan lekarza: zagubiony, słaby, płaczący.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Bałem się &#8211; odezwał się Decker. &#8211; Rozumiesz, prawda? Mogli mnie znaleźć, ukarać. Musiałem zwalić na kogoś winę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wybrałeś niewłaściwego człowieka.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Człowieka? &#8211; zabrzmiał cichy głos w ciemno­ści. &#8211; Nazywasz się człowiekiem? Boone poprawił się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Potwora. Śmiech. A potem:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zamierzasz go wreszcie zabić, czy nie?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone odwrócił wzrok od Deckera na mówiącego, który przykucnął na grobie. Jego twarz składała się z plątaniny blizn.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czy on mnie pamięta? &#8211; mężczyzna spytał Boone’a.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie wiem. Pamiętasz? &#8211; rzucił Deckerowi. &#8211; Nazywa się Narcyz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker tylko wytrzeszczył oczy.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/twoje-kule-nie-maja-juz-dla-mnie-znaczenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Potem przyciągnął do siebie tego, który go okaleczył</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/potem-przyciagnal-do-siebie-tego-ktory-go-okaleczyl/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/potem-przyciagnal-do-siebie-tego-ktory-go-okaleczyl/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:44:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[czas zmienia na gorsze]]></category>
		<category><![CDATA[lista utworów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/potem-przyciagnal-do-siebie-tego-ktory-go-okaleczyl/</guid>
		<description><![CDATA[Tego już próbowałeś, Decker &#8211; stwierdził Boone. &#8211; Nic się nie nauczyłeś?
- Nie jestem Decker &#8211; odparła Maska i znów...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Tego już próbowałeś, Decker &#8211; stwierdził Boone. &#8211; Nic się nie nauczyłeś?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie jestem Decker &#8211; odparła Maska i znów wystrzeliła. Następna dziura powstała obok pierwszej, ale obie nie krwawiły.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">zaczął </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">iść wprost na pistolet. Nie chwiejnym, konającym krokiem, lecz spokojnie &#8211; i Maska rozpo­znała krok oprawcy. Czuła woń brudu bestii, nawet przez płótno na twarzy. Gorzko-słodką woń, która wy­woływała nudności.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Stój spokojnie &#8211; odezwał się potwór. &#8211; Tak będzie szybciej.<span id="more-6"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ukradziony Masce krok był już wystarczającą znie­wagą, ale usłyszeć własne, krystaliczne słowa wydoby­wane z nieludzkiego gardła &#8211; to pozbawiło Maskę zmysłów. Wrzasnęła przez płótno i skierowała pistolet w usta Boone’a. Zanim ustrzeliła bezczelny język Bo­one, jego opuchłe ręce wyciągnęły się i chwyciły za broń. Gdy wyrwały pistolet, Maska pociągnęła jeszcze za</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">spust, wypalając w jedną z rąk. Kule odstrzeliły mu palec. Twarz Boone’a skrzywiła się. Wyszarpnął broń z rąk Maski i odrzucił. Potem przyciągnął do siebie tego, który go okaleczył.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W obliczu zagłady Maska oddzieliła się od swego nosiciela. </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>Stara Głowa z Guzikami </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">nie wierzyła, że kiedyś może umrzeć. Decker wierzył. Jego zęby za­zgrzytały o suwak jak o kratę na ustach, gdy zaczął błagać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone&#8230; nie wiesz, co robisz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Czuł, jak Maska z furią zaciska się wokół głowy, słysząc te słowa tchórza, ale Decker mówił dalej, starając się udobruchać Boone’a tonem swojego głosu, jak to dawniej bywało.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jesteś chory, Boone.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>Nie błagaj &#8211; </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">słyszał Maskę &#8211; </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>nie śmiej </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>błagać</em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ale pan mnie może uleczyć, prawda? &#8211; powie­dział potwór.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- O tak &#8211; odparł Decker. &#8211; Z pewnością. Daj mi tylko trochę czasu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zraniona ręka Boone’a pogłaskała maskę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czemu się za tym kryjesz? &#8211; spytał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ona każe mi się kryć. Nie chcę, ale ona mi każe.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gniew Maski nie znał granic. Piszczała w głowie Deckera, słysząc, jak zdradza swego mistrza. Jeśli prze­żyje dzisiejszy wieczór, zażąda najpodlejszej rekompen­saty za te kłamstwa. Zapłaci co do grosza, jutro. Ale musi wywieść w pole tę bestię, żeby trochę jeszcze pożyć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Musisz się chyba czuć tak samo jak ja &#8211; powie­dział. &#8211; Pod skórą, którą musisz nosić.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/potem-przyciagnal-do-siebie-tego-ktory-go-okaleczyl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ona znów straciła przytomność</title>
		<link>http://gry.aniolek.info/ona-znow-stracila-przytomnosc/</link>
		<comments>http://gry.aniolek.info/ona-znow-stracila-przytomnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:44:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciagle powtarzaja sie]]></category>
		<category><![CDATA[kocham te chwile]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://gry.aniolek.info/?p=4</guid>
		<description><![CDATA[Kobieta u jego stóp zaczęła jęczeć. Czas, by zamilk­ła! Wymierzył cios w jej otwarte usta.
Kiedy rozpoznał słowo, które usiłowała wymówić,...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kobieta u jego stóp zaczęła jęczeć. Czas, by zamilk­ła! Wymierzył cios w jej otwarte usta.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kiedy rozpoznał słowo, które usiłowała wymówić, ciemność przed nim rozstąpiła się i słowo to wyszło z ukrycia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone &#8211; powiedziała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To był on.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pojawił się z cienia drżących drzew, ubrany tak, jak zapamiętała Maska, w brudną koszulkę i dżinsy. A </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">w </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">oczach-miał jednak jasność, której Maska nie pamiętała i kroczył &#8211; pomimo kuł, które w sobie nosił &#8211; jak człowiek, który nigdy w życiu nie poznał, co to ból.<span id="more-4"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dosyć tajemnicze! Ale nie koniec na tym. Gdy tylko pojawił się, zaczął się zmieniać. Wydychając woal dymu, który spowijał jego ciało w fantastyczną zasłonę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Otóż i kozioł ofiarny &#8211; a zarazem nie. O, nie!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Człowiek-Maska spojrzał w dół na kobietę, aby się upewnić, że oboje widzą to samo, ale ona znów straciła przytomność. Musiał ufać temu, co powiedzą jego przy­szyte oczy, a to, co one widziały, budziło grozę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Mięśnie ramion i szyi Boone’a marszczyły się, stając się to jasne, to ciemne. Palce potężniały; twarz za zasłoną wydychanego dymu wydawała się składać z zamaskowa­nych włókien, opisujących ukryty kształt, do którego miały się dostosować mięśnie i kości głowy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">I jeszcze jedna intrygująca rzecz, głos. To nie ten głos, który pamiętała Maska. Nie głos kozła ofiarnego, przytłumiony poczuciem winy. To ryk furii.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Musisz umrzeć, Decker! &#8211; krzyczał potwór.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Maska nienawidziła tego nazwiska, tego: Decker. Decker to po prostu pewien mężczyzna, dawna miłość, którą pieprzyła Maska od czasu do czasu. Przy takim podnieceniu, z członkiem tak stwardniałym do morderst­wa, </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>Stara Głowa z Guzikami </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">z trudem pamiętała, czy doktor Decker jeszcze żyje.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Potwór wciąż wołał go po nazwisku.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słyszysz mnie, Decker? &#8211; pytał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Bękarcie gówno &#8211; pomyślała Maska. Niedorobione, bękarcie gówno, z nieprawego łoża. Wymierzył pis­tolet w jego serce. Potwór zakończył transformację i stał przed swoim wrogiem w całej okazałości, jeśli istotę urodzoną na rzeźnickim pieńku można nazwać w pełni okazałą. Z matki wilczycy, z ojca klowna, śmieszny aż do przesady. Dla niego nie będzie błogosławieństwa &#8211; po­stanowiła Maska. Tylko splunięcie w twarz-hybrydę, gdy już się znajdzie martwy na ziemi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie zastanawiając się, wystrzelił. Kula zrobiła dziu­rę pośrodku koszulki Boone’a i w zmienionym ciele pod nią, ale stwór&#8217; tylko wyszczerzył zęby.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://gry.aniolek.info/ona-znow-stracila-przytomnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
