Lori rozumiała tylko strzępy historii Midian, ale wystarczająco Wiele, by wiedzieć, że maksyma, którą usłyszała z ust Lylesburga („co jest pod ziemią, pozostanie pod ziemią”) nie była tylko próżną sentencją. To było prawo i mieszkańcy Midian przysięgali mu wierność na życie, ryzykując utratę prawa do zamieszkiwania tutaj.
- Możesz mi pomóc? – spytała. Czuła się bardzo słaba leżąc tak na podłodze.
To jednak nie Rachel przyszła jej z pomocą, lecz Babette, kładąc swoją małą, obandażowaną dłoń na żołądku Lori. Jej organizm natychmiast zareagował na dotyk dziecka i wszelki ślad odrętwienia od razu opuścił jej ciało. Pamiętała takie samo uczucie, albo podobne, ze swojego ostatniego spotkania z dziewczynką: uczucie przepływającej siły, gdy bestia rozpływała się w jej ramionach. More
Gdy Boone rzucił swoje wyzwanie, Lori otworzyła oczy. Nad nią znajdował się sklepiony sufit, niegdyś udajacy niebo. Namalowano na nim gwiazdy; więcej ogni sztucznych niż ciał niebieskich, fajerwerki sypiące iskry na kamiennym niebie.
Pochyliła nieco głowę. Znajdowała się w krypcie. Po obu jej stronach stały zapieczętowane trumny, szczytem do ściany. Z lewej – wiele grubych świec, z brudnego wosku, o słabym, jak Lori, płomieniu. Z prawej – Babette, siedząca po turecku na podłodze, obserwowała ją uważnie. Dziecko było ubrane całe na czarno, a jego oczy wychwytywały światło świec i tłumiły jego migotanie. Babette nie była ładna – miała zbyt poważną twarz. Nawet uśmiech, który posłała Lori widząc jej przebudzenie, nie mógł zatrzeć smutku jej rysów. Lori starała się odwzajemnić przyjazne spojrzenie, ale nie miała pewności, czy oczy jej posłuchają.
- Wyrządził nam straszną krzywdę – powiedziała Babette. More
Lori słuchała rozwścieczonych głosów.
- Oszukałeś nas! Najpierw mówił Lylesburg.
- Nie miałem wyboru! Teraz Boone.
- Więc Midian ma się narażać na ryzyko w imię twoich wyższych uczuć?
- Decker nikomu nie powie – odparł Boone. – Cóż ma wyjawić? Że próbował zabić dziewczynę i powstrzymał go umarły człowiek? Gadanie od rzeczy.
- Nagle zrobiłeś się ekspertem, Parę dni tutaj i tworzysz nowe prawo. Rób to gdzie indziej, Boone! Zabieraj kobietę i odejdź! More
Boone ruszył w pogoń, ale gdy pokonał zaledwie połowę drogi do bramy, usłyszał trzask klamki w samochodzie Deckera i zapuszczany silnik. Doktor odjechał. Cholera, odjechał!
- Co mam zrobić z tą pieprzoną rzeczą? – usłyszał szloch Narcyza. Wrócił od bramy. Narcyz trzymał flaki w rękach, jak robótki na drutach.
- Idź pod ziemię – Boone stwierdził kategorycznie. Nie miało sensu przeklinanie go za to, że się wmieszał. – Ktoś ci pomoże.
- Nie mogę. Dowiedzą się, że byłem na górze.
- Sądzisz, że jeszcze nie wiedzą? – odrzekł Boone. – Wiedzą wszystko. More
Nigdy nie byłem pewny, czy do niego należę – zadumał się Narcyz. – Dopóki nie musiałem wyjmować kuł z twarzy. Sądziłem, że mi się to wszystko śni.
- Bałeś się -”powiedział Boone.
- Tak. Wiesz, co robią z normalnymi ludźmi. Boone skinął głową.
- Więc go zabij – wypowiedział się Narcyz. – Wygryź mu jego oczy, albo ja to zrobię za ciebie.
- Nie, dopóki nie wydobędę z niego wyznania.
- Wyznania – odezwał się Decker, a oczy mu się rozszerzyły na myśl o odroczeniu wyroku. – Jeśli tego chcesz, powiedz tylko słowo. More
Jak w potrzasku. Musisz rozlewać krew. Nie chcesz rozlewać krwi tak jak ja.
- Nie rozumiesz – stwierdził Boone. – Nie jestem za tą twarzą. Ja jestem tą twarzą. Decker potrząsnął głową.
- Chyba nie. Myślę, że gdzieś wewnątrz jesteś wciąż Boone’em.
- Boone nie żyje. Boone’a zastrzelono na twoich oczach. Pamiętasz? Sam posłałeś mu kule.
- Ale przeżyłeś.
- Ale nie jako żywy.
Wielka głowa Deckera drżała. Teraz przestała. Każdy mięsień ciała zesztywniał, gdy przyszło wyjaśnienie tajemnicy. More
Tego już próbowałeś, Decker – stwierdził Boone. – Nic się nie nauczyłeś?
- Nie jestem Decker – odparła Maska i znów wystrzeliła. Następna dziura powstała obok pierwszej, ale obie nie krwawiły.
Boone zaczął iść wprost na pistolet. Nie chwiejnym, konającym krokiem, lecz spokojnie – i Maska rozpoznała krok oprawcy. Czuła woń brudu bestii, nawet przez płótno na twarzy. Gorzko-słodką woń, która wywoływała nudności.
- Stój spokojnie – odezwał się potwór. – Tak będzie szybciej. More
Kobieta u jego stóp zaczęła jęczeć. Czas, by zamilkła! Wymierzył cios w jej otwarte usta.
Kiedy rozpoznał słowo, które usiłowała wymówić, ciemność przed nim rozstąpiła się i słowo to wyszło z ukrycia.
- Boone – powiedziała.
To był on.
Pojawił się z cienia drżących drzew, ubrany tak, jak zapamiętała Maska, w brudną koszulkę i dżinsy. A w oczach-miał jednak jasność, której Maska nie pamiętała i kroczył – pomimo kuł, które w sobie nosił – jak człowiek, który nigdy w życiu nie poznał, co to ból. More